Każdy dzień tutaj utwierdza mnie w przekonaniu, że te wakacje nie będą zmarnowane. Nie ma mowy o nudzie w USA, ciągle coś się dzieje, ciaaagle coś robimy. Trzy dni temu Staszek zabrał nas do downtown, czyli centum Chicago. Jechaliśmy Metrą, czyli tutejszym pociągiem. Podróż trwała ok. 30 minut (i udało nam się przejechać bez biletów :D). Gdy wysiedliśmy poczułam jedynie smród i ciepło, które pasowało na peronie, za to idąc przez dworzec miałam wrażenie, że znajduję się w galerii handlowej, ponieważ zanim wyszliśmy na zewnątrz minęliśmy kilkadziesiąt sklepów, coffee shopów i fast-foodów. Kiedy wyszliśmy z budynku moim oczom ukazał się widok wieżowców, wysokich drapaczy chmur, żółtych taksówek oraz setek ludzi, każdy zmierzał w inną stronę...
Ogólnie to myślałam, że obraz Ameryki, który jest ukazywany w filmach jest mocno przerysowany i nastawiałam się, że się zawiodę na tym, a jest wręcz przeciwnie - w filmach nie widać tego wszystkiego, pokazana jest tam tylko namiastka tego co można tuta zobaczyć. Ten kraj zaskakuje mnie coraz bradziej z każdym spędzonym w nim dniem.
Pierwszym przystankiem był oczywiście Starbucks, później zmierzaliśmy w stronę chyba najbardziej rozpoznawalnej rzeczy w Chicago, czyli Fasolki. Fajnie było zobaczyć coś, co zwykle widywałam na filmach i wywierało na mnie duże wrażenie...
Ogólnie to myślałam, że obraz Ameryki, który jest ukazywany w filmach jest mocno przerysowany i nastawiałam się, że się zawiodę na tym, a jest wręcz przeciwnie - w filmach nie widać tego wszystkiego, pokazana jest tam tylko namiastka tego co można tuta zobaczyć. Ten kraj zaskakuje mnie coraz bradziej z każdym spędzonym w nim dniem.
Pierwszym przystankiem był oczywiście Starbucks, później zmierzaliśmy w stronę chyba najbardziej rozpoznawalnej rzeczy w Chicago, czyli Fasolki. Fajnie było zobaczyć coś, co zwykle widywałam na filmach i wywierało na mnie duże wrażenie...
Staszek zabrał ze sobą aparat, przy okazji zrobił nam parę zdjęć. 5 godzin w downtown minęło szybko ale w bardzo dobrej atmosferze. Pobyt w Chicago zakończyliśmy w Panera Bread.
Wracaliśmy tym samym pociągiem ale niestety tym razem nie udało nam się przejechać bezpłatnie... :)
Wieczorem obejrzeliśmy zdjęcia z wypadu i okazało się, że jest ich około 400, co nas trochę zdziwiło. Następnie zdecywaliśmy się pojechać do kina na 22nd jump street (polecam wszystkim wielbicielom komedii). Kino w Ameryce wygląda dokładnie tak samo jak w filmach IDENTYCZNIE.
[Ciekawostką jest też to, że płacisz za bilet max. 10$ i możesz siedzieć w kinie cały dzień, zmieniać tylko sale. Płacąc za jeden film, oglądasz kilka, ponieważ nikt tego nie sprawdza.]



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz