piątek, 14 lutego 2014

blisko, coraz bliżej

Przygotowania do wakacyjnego wyjazdu trwają. 10 stycznia złożyłam papiery aby wyrobić paszport, długo nie musiałam czekać, ponieważ 15-ego już był gotowy do odbioru :) Następnym krokiem było wypełnienie wniosku wizowego w internecie, nie było to łatwe, więc poprosiłam o pomoc mamę Mary, która robiła już to kilka razy, więc ma wprawę. Razem poszło bardzo sprawnie. Na drugi dzień pojechałyśmy z mamą zapłacić za wniosek. Punkt płatności znajduje się na naszej poczcie w Banku Pocztowym. Za wizę nieimigracyjną należało zapłacić równo 496 zł. Okazuje się, że nie płaci się za wizę, tylko za złożony wniosek, więc jeśli nie uda Ci się zdobyć wizy, a będziesz chciał wciąż ubiegać się o wizę, to będzie trzeba jeszcze raz zapłacić tę samą kwotę. Na drugi dzień od wpłaty (30.01) po godzinie 12 mogłam zalogować się na stronie ambasady (konsulatu) i wybrać datę spotkania z konsulem. Niestety najbliższy termin był dostępny 12 lutego, więc bez zastanowienia wybrałam tą datę, nie tylko z uwagi na to, że była najbliższa, ale też ze względu na to, że najmniejsza liczba osób była zapisana na ten dzień...
Dwa tygodnie oczekiwania na wyjazd do konsulatu USA w Krakowie bardzo mi się dłużyły, ciągle chodziło mi pogłowie to, że nie dostanę wizy, obawiałam się, że coś pójdzie nie tak, jednak nie było tak źle! :)
Rozmowa była umówiona na godzinę 9:15, tata zgodził się pojechać ze mną. Wyjechaliśmy o godzinie 6:15, w Krakowie byliśmy przed 9:00. Gdy dotarliśmy pod konsulat naszym oczom ukazał się tłum, składający się przynajmniej ze 100 osób.Na szczęście, większość osób postanowiła przyjść przed czasem, więc każdy odstał swoje. Do konsulatu wpuszczali według kolejności. Ogólnie to był 30 minutowy poślizg, ale brałam to pod uwagę widząc dziki tłum przed konsulatem. Wyglądało to tak, że pracownik z konsulatu wychodził przed budynek i wołał osoby, które były umówione na daną godzinę, zbierał nasze paszporty, wnioski wizowe oraz dowody wpłaty za wniosek, miałam przygotowane również zdjęcia, które rzekomo były wymagane ale facet powiedział mi, że zdjęcie we wniosku jest w porządku. Każda osoba dostała zieloną karteczkę z numerem (ja miałam 14 - taka ciekawostka!). Osoby, które dostały karteczki miały się ustawić pod drzwiami konsulatu, w kolejce. Wchodziliśmy po kolei, nasze kurtki i torby zostały prześwietlone, a my mieliśmy przejść pod bramką. Do środka nie można wnosić ŻADNYCH telefonów, kamer, sprzętów, dlatego najlepiej przyjechać z kimś, kto popilnuje wszystkiego na zewnątrz ; ) (wchodzimy sami, osoby niepełnoletnie również). Następnie długim korytarzem kierujemy się do pewnego rodzaju biura, w którym znajdują się dwa okienka, do których podchodzimy po wyczytaniu naszego nazwiska. Przy okienku składamy nasze odciski palców w obu dłoniach. Potem podchodzimy do maszyny, naciskamy przycisk, drukowana zostaje karteczka z numerem.  OTO ON:
W pomieszczeniu obok znajdują się stanowiska (chyba 5), przy których odbywa się rozmowa z konsulem. Rozmowa jest prowadzona w języku polskim, konsul, z którym rozmawiałam był bardzo miły i miał przyjemny amerykański akcent :) Ku mojemu zaskoczeniu rozmowa trwała niecałą minutę, konsul zapytał mnie o cel podróży do USA, miasto, w którym zamierzam mieszkać i czy mam tam rodzinę, odpowiadałam krótko i na temat, tak jak mi zalecono. Po chwili krótkiej ciszy konsul powiedział, że mój paszport zostanie wysłany do mnie kurierem. W tym momencie mi ulżyło, bo to jest jednoznaczne - udało się, dostałam wizę!
Kolejnym krokiem, który znacząco zbliży nas do wyjazdu będzie zakup biletów na samolot, pojawił się pewnie problem ale myślę, że szybko go rozwiążemy :) Wiadomo jednak, że wylot ma być 2 lipca, a powrót 26 sierpnia. Teraz zostało mi tylko zbieranie dolarów! Odliczanie czas zacząć! :))))