Od czego się to zaczęło? Otóż środę przed świętami czekałam sobie spokojnie na angielski i rozmyślałam jaki to znowu durny film nam Pani puści. Mój humor nie był najlepszy, aż nagle zjawiła się Mary :) Złapała mnie za rękę i zaciągnęła do połowy korytarza. Trochę mnie to zdziwiło, bo była dość tajemnicza, nawet osoby z mojej klasy, które były przy tym to zauważyły. W końcu zapytała mnie jakie mam plany na wakacje... owszem miałam pomysł na wakacje m.in. połowa wakacji w pracy, połowa wakacji spędzonych na zabawie i ewentualnych wyjazdach. Planowałam również pójście na kurs prawa jazdy, ale przełożyłam to. Postanowiłam, że na spokojnie sobie to załatwię po maturze. A wracając... Mary nie bez powodu zapytała o moje plany wakacyjne. Otóż przyszła do mnie z propozycją wspólnego wyjazdu do Chicago do swojego wujka. Stany.. WOW, marzenie... Przyszłam do domu, opowiedziałam mamie o propozycji, którą dostałam i o dziwo się zgodziła! Oczywiście zadzwoniłam do Mary z wiadomością. Marzenie staje się bliższe spełnieniu o krok! Wiadomo... nie będzie łatwo, bo czeka mnie wyrobienie paszportu oraz ubieganie się o wizę. Jutro idę zrobić zdjęcia (są jakieś specjalne wymagania, których trzeba przestrzegać, ale potwornie boję się tych zdjęć bo wiem, że wychodzi się na nich niekorzystnie, to całkiem coś innego niż zwyczajne zdjęcie legitymacyjne) a prawdopodobnie w piątek jedziemy do Bielska wypełnić formularze itp. aby wyrobić paszport może pojedziemy na jakieś zakupy ^^.
Postanowiłam, że będę wpisywać tu istotne lub mniej istotne fakty dotyczące naszego wyjazdu, od przygotowań, do powrotu :)
PS
Na pewno zrobię to jeszcze nie raz, nie dwa, PHI... zrobię jeszcze 1234567890 razy ale dziękuję Mary i jej rodzinie, że mnie tam chcą, za zaproszenie i ogólnie za wszystko. Naprawdę jestem wdzięczna :)